Po śniadaniu wyjechaliśmy w kierunku wybrzeża, podczas jazdy spotkał nas deszcz! Na szczęście nad morzem tylko strasznie wiało. Zwiedzanie zaczęliśmy od Heuqueville, gdzie znajduje się jeden z bunkrów wału atlantyckiego. Chciałem tam polatać dronem, niestety wiatr był za mocny. Na parkingu spotkała nas dziwna „przygoda”. Wsiadając do auta zostawiłem mocno otwarte drzwi (by schłodzić wnętrze), obok nas  było po kilka wolnych miejsc o obu stron. Mimo to jakiś Francuz wybrał miejsce koło nas i uderzył swoim autem w nasze drzwi…

Kolejnym punktem naszej wycieczki były polecane, mocno komercyjne klify w Etretat. Pierwszym wyzwaniem było znalezienie miejsca, wszystkie parkingu były zajęte, finalnie stanęliśmy na poboczu drogi za miastem jak setki innych samochodów. Z ciekawostek koszt parkingu dla autokaru zaczyna się tu od 100eu.

Sama miejscowość, pełna ludzi, droga, ale warta obejrzenia. Klify malownicze, trzeba się trochę nachodzić by zobaczyć je w minimalnym wydaniu (są wysokie na prawie 100m). Zjedliśmy tu też Lunch i podziwialiśmy jak mewy kradną frytki. W miejscowych sklepach kupiliśmy sobie pamiątki. Finalnie przeszliśmy tu ponad 7km.

W hotelu byliśmy jak na nas dość wcześnie to już przed 19:00 poszliśmy zwiedzać miasto. Głównym celem było odnalezienie śladów spalonej tu Joanny d’Arc. Niestety pod tym względem miasto nas rozczarowało. Jest tu jeden nowoczesny kościół (zero klimatu) i krzyż. Żadnego innego pomnika nie znaleźliśmy.  Mimo tych niepowodzeń, zrobiliśmy sobie spacer po mieście w którym co chwilę można natknąć się na mocno zdobiony kościół (niektóre były w odległości ok 100m od siebie. Wracając do hotelu  zjedliśmy japońskie makarony bo po przejściu kolejnych 7km człowiek szybko głodnieje.