Dziś mamy extra dzień wyjazdu. Samolot powrotny jest w środku nocy (formalnie nawet dnia następnego), próbowaliśmy przedłużyć pokój o jeden dzień, ale to jest środek sezonu i nie było nic wolnego.

Mimo wszystko śpimy do 10:00 a w południe opuszczamy pokój. Następnie zostawiamy bagaże w przechowalni hotelu i taksówką za 5eu jedziemy na plażę. Ta jest kamienista, ale my nie marudzimy. Na dworzu niby tylko 32C, ale morze ma 29C. Takie połączenie nie daje ani na chwilę poczucia ucieczki od upału. Za to fale są czymś co daje dużą pociechę z przebywania w wodzie. Chodź poniekąd jest to nierówną walka z żywiołem.

Plan był przejść całą plażę i wrócić przez miasto do hotelu – miał to być 10km (sprawdzone w mapach Google) spacer przerywany kąpielami i jedzeniem. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt że po przejściu ok 8km plaży , nawigacja pokazywała jeszcze co najmniej 4km… Dodatkowo jak przystało na ostatni dzień wyjazdu każdy z nas miał jakieś dolegliwości zdrowotne. Poddaliśmy się i wróciliśmy taksi do hotelu. Niestety przez to nie mamy zdjęć na plażę z klifu gdzie znajduje się centrum miasta.

W hotelu przebieramy się i ruszamy po raz ostatni coś zjeść – pada na włoską pizze w której byliśmy przedwczoraj. Ledwo żywi wracamy do hotelu o 22 i czekamy jeszcze prawie 2,5h na transport na lotnisko.

Po przejściu na lotnisku wstępnej kontroli bezpieczeństwa, stoimy  prawie 90 min. w kolejce po bilety – tak długo bo sporą część naszych rodaków wywozi z Turcji co się da i musi dopłacać za dodatkowe kilogramy bagażu.

Po przejściu kolejnej kontroli bezpieczeństwa i odprawy paszportowej trafiamy na strefę wolnocłową gdzie nie jest tanio. Dodatkowo okazuje się że nasz lot numer LO6666, będzie odprawiany z bramki numer 13. Nie spieszyliśmy się z boardingiem bo w aplikacji skyskaner pojawiła się informacja o prawie 40 min. opóźnieniu startu.

W samolocie była co najmniej dwójką dzieci w wieku ok 6- 18 miesięcy i praktycznie całe kołowanie darły się w niebogłosy bo na czas startu musiały być zapięte pasami do rodziców. Jakby tego było mało to w trakcie procedury kołowania pani przed nami zachciało się wizyty w WC i była oburzona że kapitan nie przerwie dla niej startu…

Sam lot minął bardzo szybko – spaliśmy jak zabici 🤪 Niestety mialo to swoje minusy – przytkało nam wszystkim uszy i obecnie mało co słyszymy.

Po wyjściu z samolotu podziwialiśmy turecką rewie mody (podróby markowych ubrań) – nie sądziłem że my nadal mamy takie kompleksy, co gorsza dotyczy to młodych i starych, kobiet i mężczyzn.

Po powrocie do UE, poszliśmy odebrać bagaże i ich nie znaleźliśmy. Tak to jest jak się czyta kierunek lotu a nie jego numer. Po zmianie taśmy na właściwą pojawiły się też nasze bagaże.

Jeszcze wizyta w maczku na dobrym śniadaniu, odbiór auta z parkingu, paczki z paczkomatu i byliśmy w domu chwilę po 8 rano, gdzie czekał na nas Czerwony.

Teraz trzeba trochę wypocząć po tych wakacjach by można było wrócić do pracy.