Na zakończenie wyjazdu wybraliśmy się na krótką wycieczkę do miejscowości Manavgat. Zwiedzanie zaczęliśmy od rejsu statkiem do ujścia rzeki, gdzie można było się wykąpać w zimnej rzecze lub ciepłym morzu. Po bardzo dobrym obiedzie na statku wróciliśmy do miasta i udaliśmy się obejrzeć wodospady – miejsce bardzo komercyjne.

Ostatnim punktem wycieczki by „targ” tekstylny. To co zastaliśmy przerosło nasze oczekiwania. Był to wielki sklep z podrabianymi ubraniami. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało dobrze. Ale jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Nasz domowy specjalista modowy zrobił nam bardzo ciekawą prelekcje dotyczącą tego co tu można kupić. Materiały niskiej jakości, koszmarne szycie, źle wykończone ubrania, błędnie rozmieszczone loga, złe loga, złe kolory… Co gorsze patrząc po ilości kupujących osób wcale im to nie przeszkadzało – byle tylko mieć ciuch drogiej marki. Ceny wcale nie były niskie ok 30eu sztuka – na mieście można było te podróby kupić taniej.

Wracając do hotelu znowu utknęliśmy w korkach, przez co na wieczorny spacer wyszliśmy przed 19:00. Obok hotelu był spory sklep z tkaninami, co ciekawe nie było w nim produkowanej w Turcji dresówki.

Obiad zjedliśmy w indyjskiej restauracji (chodź w opiniach i po przyprawach można znaleźć informację że kucharzem raczej jest Pakistańczyk) Najedzeni jak świnki ledwo poszliśmy dalej. Dotarliśmy jeszcze do rzymskich zabudowań i wróciliśmy do hotelu.

Chyba nas coś dorwało, pytanie czy to słynna „zemsta sułtana”, czy osłabienie intensywnym wyjazdem, czy ciągła zmiana temperatur (21C w pomieszczeniach vs 40C na dworze). Nie jest to jakoś strasznie uciążliwe ale trochę osłabia.