Dziś do przejechania było ponad 500km. Klasycznie o 8 wyruszyliśmy w drogę. Mniej więcej w połowie trasy mieliśmy przerwę na zwiedzanie muzeum Mevlany (od medytacji i derwiszów) w Konyi (takie małe miasteczko 2mln. mieszkańców po środku niczego). Po 15 była przerwa obiadowa w knajpie która serwowała pide (takie miejscowe smaczne pizze).
Antalya powitała nas korkami i zamiast po 18, w byliśmy przed 19. Mieliśmy obawy co do hotelu (w opiniach wycieczki był bardzo słabo oceniany), na szczęście mamy inne oczekiwania, lub trafiły nam się dobre pokoje. Nie jest to może 5 gwiazdkowy Hilton, ale spokojnie spędzimy tu ostatnie dni.
Dziś postanowiliśmy zjeść coś dobrego na obiad a nie kebaba z pietruszką. Zadanie nie było łatwe, niby jest tu duży wybór restauracji, ale w większości serwują to samo i tak samo. Finalnie trafiliśmy do włoskiej knajpy gdzie udało się zamówić smaczne pizze z odpowiednimi składnikami i carbonare (nie tak dobrą jak ta co robi Syn). Niestety jakość kosztuje – z napiwkiem 100eu. Nie pierwszy raz się przekonujemy że „tania Turcja” do tylko slogan reklamowy (więcej o tym napiszę w podsumowaniu). Wracając do hotelu odbyło się „polowanie” na gekony – udane.



Comments are closed.