- 3000km przejechaliśmy po Turcji autokarem
- 7 – w tylu hotelach byliśmy
- 2 odwiedzone kontynenty (Europa i Azja)
- 7km przelecieliśmy balonem
- 2 razy płynęliśmy statkiem
- 6 razy jechaliśmy taxi
- 40C i więcej było w Herapolis
- 29C – temperatura morza w Turcji
Turcja
Na pewno zaskoczyła nas historia Turcji, niby coś tam człowiek wiedział, ale to nie było to. Największe zabytki przejęli po zamieszkujących tu wcześniej nacjach (Grecy, Egipcjanie, Rzymianie, Imperium Bizantyjskie, Imperium Osmańskie). Sama Turcja powstała dopiero w 1923r.
Co ciekawe, mimo że 90% to muzułmanie (praktykuje ponoć ok 30%), to jest to kraj świecki! Widać że bardzo dużo korzystają z turystyki, jak na obszar który zajmują, to część, którą zwiedziliśmy, ma bardzo dobrą infrastrukturę drogową. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest tu drogowy armagedon, ale po przejechaniu ponad 3000km jako pasażer, twierdzę, że jest tu bardzo przewidywalnie na drodze. Turcy mają inne podejście do życia, zgodnie z zasadą „Będzie, co Allah da”. Natomiast zadziwiło nas, że muzułmanie od wieków o wiele lepiej niż Europejczycy podchodzili do higieny osobistej, czego namacalne przykłady widać przed meczetami czy w haremie, który odwiedziliśmy w Istambule.
Nikt tym się nie chwali, ale wszędzie ochrona chodzi z bronią, policja i wojsko z długą bronią, wejście do dużych sklepów wymaga przejścia kontroli bezpieczeństwa (z jej jakością bywa różnie). Co chwilę na drogach widać wojskowe pojazdy. Dookoła Istambułu i Ankary można znaleźć stanowiska ochrony przeciwlotniczej.
Noclegi:
Antalya – Gurtas i Tamara miejscowe 4 gwiazdki. Widać zużycie infrastruktury, na pewno pokoje wymagają dokładnego czyszczenia, ale tu chyba inaczej podchodzą do sprzątania. W Tamarze klatki ewakuacyjne zastawione łatwopalnymi materiałami.
Efez – Hitit miejscowe 4 gwiazdki. Basen, małe pokoje. Za sprężarkę klimatyzacji powieszoną na oknie od pokoju powinni kogoś rozliczyć (zero przegrody akustycznej),
Bergama – Labella miejscowe 4,5 gwiazdki. Basen (ale że było wesele to nie było do niego dostępu). Dobrze wyposażone łazienki. Szkoda że tak daleko od miasta.
Istambuł – Sundance miejscowe 5 gwiazdek. Basen i strefa spa. Wszystko jak trzeba.
Ankara – Baskent miejscowe 3 gwiazdki – TRAGEDIA, grzyb, pleśń, przesiąknięty papierosami brak zabezpieczeń PPOŻ, jedna 2 osobowa winda na 8 pięter.
Ortahisar (kapadocja) – Burcu Kaya miejscowe 4 gwazdki. Dwa baseny. Wszystko jak trzeba.
Jedzenie:
Wszyscy zachwycają się jedzeniem serwowanym w Turcji, jego ilością i różnorodnością. My widać mamy inne gusta kulinarne. Oto jak wyglądały posiłki:
Śniadania: resztki z wczorajszego obiadu, jajko gotowane na twardo, jeden gatunek ich wędliny, kilka słonych żółtych serów (ten sam smak) , kilka słonych białych serów (ten sam smak), zółty ser, arbuz, melon, kilka rodzajów oliwek, warzywa gotowane/marynowene, pomidor ogórek, miód, pietruszka, pietruszka, pietruszka, sałata, kilka rodzajów ciasta (wszystkie zalane sropem cukrowym przez co smakowały tak samo), jogurt, kawa turecka, herbata turecka, woda, czasem sok owocowy, mleko, płatki do mleka. Dwa razy były pancake i dwa razy jajecznica.
Obiady i obiadokolacje: zupa z cieciorki, rozgotowany makaron, rozgotowany ryż, kasza bulgur z przyprawami, gotowane warzywa, oliwki, pomidory, ogórki, sałata, kapusta, oliwa, jeden rodzaj mięsa najczęściej kurczak bez wyrazu, ciasta w syropie cukrowym, arbuz, melin, jogurt. Dwa razy trafiła się ryba, dwa razy było mięso „kebab” (baran i kurczak). Raz na trasie były pide (miejscowa odmiana pizzy)
Na mieście: ichnie kababy mają dobre placki, smaczne mięso, trochę cebuli, ogórka i pomidora, ale nie mają sosów i są przyprawiane pietruszką. Raz trafił nam się kebab z sosem. Pizze są bez sosu pomidorowego, za to do każdej dodają swoje lokalne „kiełbaski”, burgery są bez sosów (czasem dają ketchup i majonez oddzielnie), frytki zasypują przyprawą do „pomidorów”.
Na pewno warto spróbować kebaba iskander (z sosem pomidorowym), lahmacun (turecką pizza z mięsem mielonym), pide (placek w kształcie łezki z serem lub mięsem) i gozelme (wytrawne naleśniki). W Kapadocji były dobre wina – niestety nie były tanie, ok 100zł za butelkę. Wszystkie napoje z racji używania miejscowej wody smakują inaczej niż u nas, tak samo ma się z wyrobami czekoladowymi. Miejscowe lody z koziego sera czy te kulkowe nie umywają się do włoskich produkcji. W Antalyi udało nam się zjeść dobry indyjski posiłek.
Koszty:
Turcja reklamowana jest jako tani kraj, wydaje mi się że kreują to biura podróży, które zapewniają wypoczynek „all inclusive”. Będąc na objazdowej wycieczce mieliśmy okazję porównać te ceny w różnych miejscach. Na pewno część zakupów spożywczych jest tańsza niż u nas. Ale kto będzie kupował na wyjeździe jajka, świeże mięso czy pieczywo… Na koszty miejscowych zakupów wpływa też inflacja, obecnie wynosi ona ok 30%.
Napoje – woda niby ma być od 5 lirów, powodzenia w szukaniu. Bez 30 lirów nie ma co szukać. Taka cena turystyczna to raczej 50 litrów. Napoje puszkowane to wydatek 50/150 lirów za puszkę. Piwo, jeśli gdzieś kupicie (bo często nie ma w sklepach czy hotelach, a nawet restauracjach, alkoholu nie kupi się też na stacji benzynowej), to zapłacicie za nie ok 200 lirów. Dobre wino 1000 lirów. Miejscowy kebab to niby tylko 150 lirów, ale nijak on się ma rozmiarem i wypełnieniem do tego, co sprzedają w Polsce.
Obiad na mieście minimum 10eu. Dobry obiad od 20eu. Wejścia do zabytków: dla miejscowych po 100 – 500 lirów (sprawdzają dowody). Dla turystów od 20eu.
Wydatki (na osobę):
- 3900zł płatne Itace (dwa pokoje, koszty ubezpieczenia, parking auta przy lotnisku)
- 380EU koszty zwiedzania płatne Itace na miejscu (zgodnie z umową)
- 360EU koszty wycieczek dodatkowych (lot balonem, Istambuł nocą, dodatkowe muzea, pokaz Derwiszy, rejs po rzece Manavgat)
- 2000zł wydatki na miejscu (jedzenie, picie, pamiątki, lokalne ubrania, napiwki)
Dodaj komentarz