Klasycznie wyruszamy o 8:00 przed nami 500km do przejechania, na szczęście po autostradzie. Ze Stambułu uciekamy bokiem trzecim mostem przy morzu czarnym. Gdzieś po drodze jemy obiad, dobry bo mięsa były grillowane na bieżąco do konkretnego zamówienia. Najedzeni wjechaliśmy do Ankary – miasto ma ok 5 mln. mieszkańców, a że jest na wzgórzach to jego obszar widać i robi to wrażenie. Jak przystało na stolicę jest też mocno obstawiony wojskiem. Zwiedzanie zaczynamy od mauzoleum – muzeum Ataturk’a (ichniego Piłsudskiego), który wyzwolił i zreformował Turcję oraz nakierował ich w stronę Europy.

Następnie udaliśmy się na wzgórze zamkowe gdzie obejrzeliśmy ich tradycyjne domy i zrobiliśmy zdjęcia miasta ze starożytnych murów.

Hotel… fajnie że w mieście, ale jego standard bardzo odbiegał od poprzednich. Brak basenu, zapach papierosów w pokojach, słabe wyżywienie, jedna mała winda. Szybko z niego wyszliśmy na miasto. W parku nieopodal odkryliśmy wesołe miasteczko, co prawda na nie które atrakcje nie dało się wejść bo jak zrozumieliśmy potrzebne były min 2 osoby.

Dalsze zwiedzanie miasto bez fajerwerków – ciemno, pełno szerokich ulic bez przejść dla pieszych. Nie znaleźliśmy w pobliżu niczego innego do jedzenia niż kebaby – już nam się przejadły. Dodatkowo tu kochają natkę pietruszki i było to główne warzywo w kebabie.