Pierwszy raz od dawien dawna wybieramy się na główne wakacje z biurem podróży. Oczywiście jak to my, nie wybraliśmy leżenia w hotelu, tylko zwiedzanie. Wybór był prosty – Turcja.

Samolot mieliśmy o 14:30, wyjechaliśmy wcześniej i to był dobry pomysł. Na jedynym po drodze przejeździe kolejowym coś się stało, więc po 10 minutach czekania z zamkniętymi szlabanami, postanowiliśmy pojechać inną trasą. Na lotnisko dotarliśmy równo na 2h przed odlotem. W kolejce do odprawy byliśmy ostatni. Mimo wszystko po 30minutach mieliśmy już bilety. Kontrola bezpieczeństwa poszła sprawnie, udało nam się coś zjeść w maczku i poszliśmy szukać naszego gate. Tu okazało się, że mamy kolejną odprawę – strefa poza EU. Na szczęście wielkich kolejek nie było. Do samolotu weszliśmy praktycznie ostatni.

Lot opóźnił się o 20 minut, ale wiatry nam sprzyjały i do Antalyi dotarliśmy zgodnie z rozkładem. Turcja przywitała nas 35C, mimo że tu było już przed 19…

Całkiem sprawnie poszło nam znalezienie właściwego autokaru. Jazda po Turcji jest inna niż w Polsce. Jeszcze nie zrozumiałem, jak tu to wszystko działa, zakładam jednak że ich cały PORD to tylko zbór sugestii. Mieliśmy jedno bardzo bliskie spotkanie z ciężarówką i nasz kierowca nie mógł odnaleźć hotelu.

Wychodząc z autokaru żona zaliczyła zjazd po schodkach – trochę ją poobijało :/

Hotel, jak hotel. Dostaliśmy dwa pokoje na różnych piętrach, ale szybko okazało się że jeden był 3 osobowy – zrobiliśmy szybką migrację.

Jak to mamy w zwyczaju, wybraliśmy się na nocny spacer na miasto, gdzie szybko udało nam się zgubić (źle obrócona mapa). Jak juz się odnaleźliśmy, to przy próbie pobrania miejscowej waluty bankomat zjadł mi kartę. Nawet za to przeprosił, ale karty nie oddał. Po 20 minutach oczekiwania na połączenie z polskim bankiem otrzymałem zapewnienie, że karta jest już formalnie zniszczona. Niestety jej blokada wyłączy mi też kartę w telefonie ;/ Na razie jej nie zablokowałem (ograniczyłem jednak kwoty i ilość transakcji, oraz zabrałem większość kasy z konta, do którego jest podpięta).

Po dojściu nad morze, zjedliśmy ze stadem kotów (jest ich mnóstwo) miejscowa kolację. Udało się nam też kupić kartę SIM, z której będziemy czerpać internet na wyjeździe oraz odbyliśmy miejscowy rytuał zakupu lodów 😉

Do hotelu wróciliśmy po 23:00. Dużo czasu na sen nam nie zostało, bo już o 6:30 mamy śniadanie i zaczynamy wycieczkę.