Po śniadaniu, udaliśmy się autem do Tulln. Nie obyło się bez problemów – nie mogliśmy wyjechać z hotelowego parkingu, bo bramka nie przyjmowała żadnej formy płatności. Wreszcie przy pomocy obsługi zostaliśmy wypuszczeni za free.

Celem naszej wycieczki były ogrody botaniczne, przy okazji oglądaliśmy rodzime mrówki inne robaczki. Było też sporo żab. Weszliśmy na wieżę widokową, by poczuć się jak ptaki. Jak tylko skończyliśmy zwiedzanie przyszła wielka burza i do Wiednia wracaliśmy z prędkością 80km/h mimo jazdy autostradą (tak lało).

Po krótkiej przerwie udaliśmy się do miejscowego CH przeczekać deszcz i zjeść coś na obiad (padło na dania indyjskie). Potem udaliśmy się nad Dunaj i zwiedziliśmy jedną z wysp. Następnie pojechaliśmy obejrzeć kolejny flak tower. Tu rozdzieliliśmy się na zespół wracający do hotelu i szukający polskiego muralu na budynku. Obie grupy ponownie spotkały się w hotelu.

Wieczorem poszliśmy na Prater, gdzie młodzi ulegli hazardowi, i to, co ciekawe, z sukcesami – zdobyli 3 misie. Potem było sporo adrenaliny na różnych kolejkach i karuzelach. Na koniec posililiśmy się po wiedeńsku i przed 23.00 wróciliśmy do hotelu (po drodze były jeszcze zakupy w dziwnym sklepie prowadzonym przez miejscowego Turka, który dobrze mówił po polsku…).