Kiedyś wszystko było prostsze, raczej problemem było co zrobić by przytyć. Niestety lata lecą i wszystko się zmieniło. Prawie 20 lat temu nie wiedząc właściwie jak, „nagle” było mnie dużo za dużo. Wtedy pomogła siłownia i restrykcyjna dieta. Po narodzinach syna waga była sezonowa: zimą większa, latem niższa. Wydawało się, że jakoś to kontroluje. Niestety wraz z wiekiem metabolizm zwalnia, a moja waga znowu przestaje podobać się lekarzom 😀 (kardiolog). Próbowałem sam, ale mimo treningów 3 a nawet 4 razy w tygodniu efektów nie było. Było mnie za to coraz więcej. 10 marca 2025 postanowiłem pójść do dietetyka.

Po pierwszym spotkaniu, miałem jakże proste ćwiczenie – policzyć przez tydzień kalorie z posiłków które przyjmowałem. Wyniki były straszne. Co z tego że jadłem „zdrowe” jeśli było to w ilościach hurtowych. Oczywiście w moich posiłkach było za mało białka, a dni treningowe też nie kończyły się przynajmniej z zerowym bilansem kalorycznym.

Jako że nie miałem presji że muszę schudnąć „do” to z Panią dietetyk podeszliśmy do tego długofalowo, tak by zmiany były trwałe. Ty nie było żadnych zakazów jedzenia, głodówek, itp. Miałem jeść tak by posiłki były jak najbardziej zdrowe i smaczne dla mnie. Oczywiście nie ma nic za darmo, musiałem się trzymać ilości przyjmowanych dziennie kalorii. Pomocna w tym okazała się aplikacja Fitatu.

Początki nie były proste, ale już wtedy odkryłem kilka „oczywistych oczywistości”:

  • białe pieczywo – praktycznie zrezygnowałem,
  • bardzo mocno ograniczyłem gazowane mocno słodzone napoje (cola itp),
  • ze słodyczy najlepsza jest gorzka czekolada,
  • wszystko można jeść byle z umiarem,
  • białko jest ważne i trzeba go sporo zjeść by być nasyconym,
  • dobre śniadanie daje energie na większość dnia.

Pierwsze miesiące to była nierówna walka ze starymi nawykami, dużo ważenia potraw, szukania zamienników. Pierwsze efekty przyszły po jakiś dwóch miesiącach, potem był zastój, następnie moja waga spadała bardzo powoli. Ostatnie dwa kilogramy „zrzucałem” ponad pół roku.

Finalnie zrzucenie 10% masy ciała zajęło mi 15 miesięcy. Oczywiście że można był to zrobić szybciej, ale tak jak pisałem moim celem była zmiana nawyków i przekonani mojego wewnętrznego „ja” że to da się zrobić z głową.

Żeby nie było znalazłem też już dwa minusy 😉

  • marznę – muszę się cieplej ubierać i to nie tylko zimą,
  • na rowerze mniej tłuszczu na pewnej części ciała powoduje że siodełko przestało być tak wygodne.