Zaczęło się od polewania… trawy 🙂

Dalej były szaleństwa na rowerze,

pieczenie świątecznych ciastek

i konsumpcja.

Później było już jak zwykle: obiad (choć tym razem pojechaliśmy rowerem wzdłuż jeziora Czos, a nie autem) i basen

Księżyca nadal brak.