Dzień zaczęliśmy od podróży komunikacją do Les Machines, gdzie główną atrakcją jest przejazd wielkim mechanicznym słoniem. My chcieliśmy zobaczyć tylko galerię innych tutejszych robo zwierząt, niestety mimo dość krótkiej kolejki nie udało się nam tam wejść. Zrezygnowaliśmy po 30min stania i praktycznie zerowym postępie. Na szczęście do karuzeli nie było prawie kolejki i już po chwili mogliśmy wybierać stwora, którym będziemy dowodzić.
Następnie udaliśmy się na drugą stronę kanału, gdzie chcieliśmy zwiedzić niszczyciel Maillé-Brézé, tu też nam nie wyszło, bo zwiedzanie tylko 3 x dziennie z przewodnikiem. Cóż,poradziliśmy sobie inaczej (AI Claude), wróciliśmy pieszo do hotelu, odpaliliśmy auto i pojechaliśmy nad Atlantyk.
Celem naszej wycieczki była baza ubotów w Saint-Nazaire. Tu też okazało się, że o ile bazę można zwiedzić samemu, to do miejscowej (francuskiej) łodzi podwodnej trzeba kupić wycieczkę z przewodnikiem. Mając ponad dwie godziny wolnego czasu, wybraliśmy się na lunch i spacer po mieście, przy okazji widzieliśmy, jak otwiera się most zwodzony.
Wieszanie okrętu odbywało się jednak samodzielnie z audio przewodnikiem (po polsku). Wejścia co 10min. 40 minut później opuściliśmy to klaustrofobiczne miejsce. Mimo to była to bardzo fajna wycieczka.
Po drobnych zakupach udaliśmy się przez most nad ujściem Loary do Serpent d’Océan, zamoczyć nogi w oceanie. Do hotelu dotarliśmy chwilę po 20:00. Godzinę później wyszliśmy coś zjeść – padło na włoskie. Posiłek skończyliśmy jeść 22:30, w hotelu byliśmy koło 23:00, po drodze znowu było spotkanie z miejscowymi ratami.






Dodaj komentarz